W instrukcjach napraw oraz rozmaitych podręcznikach, wszystkie śruby dają się z założenia odkręcić, a części zawsze pasują.
Tymczasem rzeczywistość bywa bardziej złożona, dlatego też dobrze zapytać o opinię na dany temat ludzi, którzy swoją wiedzę zdobywali "w kanale".
O paskach rozrządu i napinaczach rozmawiamy z Andrzejem Kumorem, mechanikiem samochodowym prowadzącym swój zakład w podwarszawskich Michałowicach.Czy pamięta pan kiedy w pańskim warsztacie pojawił się pierwszy samochód z paskiem rozrządu i czy miał on napinacz?
Pierwszy rozrząd z paskiem zębatym był w Polonezie. Napinacza nie miał, tak jak dziś. Ale w ostatnich Polonezach pasek i koła są inne, o czym nie wszyscy samodzielnie naprawiający te auta wiedzą.
A pierwszy napinacz?
Pojawił się chyba w latach siedemdziesiątych wraz z dwuwałkowymi silnikami stosowanymi we Fiatach 132 i 131. Napinanie paska odbywało się na oko. Niby była dokumentacja serwisowa, w której było napisane, że "po naciągnięciu pasek powinien dać się przekręcić na najdłuższym odcinku najwyżej o 90 stopni", co świadczyło o tym, że jest on właściwie naciągnięty. Mieliśmy jednak takiego kolegę, który niezależnie od stopnia napięcia paska (nawet jeśli mimośród w napinaczu obrócony był całkiem do środka) umiał go przekręcić więcej niż "na winkiel" jak mawiał, używając terminologii rodem z budowy, gdzie zresztą wcześniej robił za pomocnika. Dyspononował on niezwykłą siłą "w łapie", ale nieco mniej miał rozumu, więc był przekonany, że tego paska nie da się właściwie naciągnąć!
Tę historyczną metodę sprawdzania napięcia paska w dalszym ciągu można polecić kolegom obsługującym rozrządy w starszych autach, choć oczywiście pomimo, że pasek przekręca się palcami, to należy to robić z głową. Kończąc temat zwykłych napinaczy z mimośrodem - najlepiej przy wymianie paska wymienić również napinacz, nie jest to drogi element, a jego wymiana daje pewność, że nie "stanie" i nie narobi kłopotu.
Potem pojawiły się jednak napinacze sprężynowe...
Weszły prawie równocześnie w latach osiemdziesiątych w kilku markach, takich jak Opel, VW, Fiat, oraz niektórych autach dalekowschodnich. Na początku w warsztatach zdarzały się pomyłki przy montażu i napinacz albo nie napinał, albo nie był "sprężynowy". Mechanicy nie znali bowiem zasady ich działania polegającej na tym, że napinacz w nowo zamontowanym rozrządzie powinien mieć napiętą sprężynę tak, aby zapewniała ona odpowiedni naciąg paska, a kiedy wydłuży się on w czasie eksploatacji utrzymywała napięcie paska na właściwym poziomie, uniemożliwiając "przeskok" po kole na wale korbowym, zapewniając w ten sposób utrzymanie właściwych kątów rozrządu, a mówiąc z niemiecka - czasów zaworowych.
Na co należy zwrócić uwagę przy doborze, montażu i kontroli napinaczy?
Najlepiej wymieniać rozrząd stosując komplet części z pudełka jednego producenta. Co prawda tak jest najdrożej, ale daje to pewność, że wszystkie elementy będą pasowały. Zbieranie części do rozrządu po różnych hurtowniach, pozwala trochę zaoszczędzić, ale można się przez to nieźle nadziać. Wielu producentów samochodów wprowadza bowiem podczas produkcji okresowe zmiany i udoskonalenia napędu rozrządu, polegające na drobnych czasami i niewidocznych gołym okiem modyfikacjach. Znam przypadek, że zmieniono uchwyt do rolki prowadzącej. Nowy wykonany był z grubszej o 1 mm blachy. Aby rolka pasowała do reszty nadano jej wewnętrzne "odsadzenie", czyli podtoczenie. Kiedy tę nową rolkę założyło się na stary uchwyt, pasek spychany był w stronę silnika, co po pewnym czasie prowadziło do jego poszarpania. Zniszczony w ten sposób pasek "lubił" zimą przeskoczyć podczas rozruchu.
Napinacz należy montować tak, jak nakazuje instrukcja. Niektóre napinacze mają wskaźniki "zużycia", dzięki czemu można podczas przeglądu ocenić stan paska i jeżeli jest to przewidziane, odpowiednio go naciągnąć.
Modyfikowane napinacze, jeżeli są sprzedawane wraz z uchwytami, należy montować w takim właśnie komplecie, bo tylko wtedy pasek nie będzie "zjeżdżał".
Podczas każdej wizyty auta w warsztacie powinno się posłuchać silnika na wolnych i nieco podniesionych obrotach. Jeżeli jakiś element rozrządu pracuje zbyt głośno, należ namówić klienta na sprawdzenie i ewentualną wymianę rolki lub właśnie napinacza - zdarzają się części o ograniczonej trwałości. Klienta, powinien przekonać argument, że będzie to kosztowało znacznie mniej niż naprawa głowicy, jak w końcu coś pójdzie.
Andrzej Kumor naprawia samochody od 35 lat. Pracował m.in., w serwisie fabrycznym FSO przy ulicy Towarowej w Warszawie, przechodząc wszystkie stopnie wtajemniczenia w obsłudze samochodów produkowanych na Żeraniu. Szkolił również mechaników, między innymi w... Chinach, w czasach kiedy ten kraj nie eksportował nawet ryżu. W swoim warsztacie w Michałowicach obsługuje różne auta. Często jest ostatnią deską ratunku dla hobbystów posiadających "duże fiaty" i Polonezy.